MINICYKL "BRAMY"
Brama trzecia
"Wielki Las"
Trzy
miniatury literackie, połączone później w minicykl. Powstały w czasie,
gdy osoba memu sercu najbliższa musiała opuścić nasze ognisko domowe.
Które wkrótce po tym wygasło.
Opowiadanie dostępne również na www.opowiadania.pl
Brama trzecia:
WIELKI LAS
„Wielki las – nieprzeniknione nasze sny.
Konary drzew z zachłannością będą kąsać nasze dni.”
Post Regiment – „Wielki las”
Kroczymy
różnymi ścieżkami: wzdłuż pól zboża, maków i kukurydzy –
złoto-czerwono-zielone migawki po obu stronach drogi; wzdłuż rzek i
jezior - broczymy po kostki w krystalicznie czystej wodzie, później
suszymy gołe stopy na słońcu, majtając nogami i śmiejąc się beztrosko;
przez wzgórza i doliny – falujący krajobraz działa usypiająco, więc
zwykle zwalniamy tu tempa, nabieramy sił; wzdłuż wiosek i osad –
wymieniamy tu zdobycze wędrówki na świeże mleko i wodę. Miasta omijamy
szerokim łukiem, nasze strzały czuwają w kołczanach, gotowe wyskoczyć
na najlżejszy szelest obutej stopy w pobliżu. Rozmawiają z nami
zwierzęta, gwiazdy i wiatr. Nasza droga wiedzie zewsząd i dokądkolwiek.
W prawych dłoniach drżą nam kostury, mocno już wytarte od spodu.
Jesteśmy zmęczeni. Ty często wołasz żebym zwolnił kroku i że chętnie
odpoczęłabyś chwilę. Kładziemy się wtedy na ziemi, przytulamy do niej
twarz i słuchamy historii, które ma do opowiedzenia. Słuchamy o
bratobójczej walce do ostatniej kropli ropy, o zjednoczonych stanach
agresji, o zderzeniu dwóch wielkich religii i ludziach ślepo
podążających ich ścieżkami. Słuchamy historii o tym, jak ludzki ród
tracił resztki godności, jak podcinał gałąź, na której siedział, jak
nie chciał słyszeć odgłosów piły jednostajnie szorującej o drewno i jak
nagle zawaliła się nie gałąź, ale cały las runął i umarł.
Ziemia
opowiada nam też o wolności wśród bezkresu nieba, wykrzyczanej przez
orły, o przytulnej ciszy nocy szeptanej przez koty powracające z łowów,
o kołysankach śpiewanych ptakom przez prastarą puszczę w czasie
wichury, której opierają się dwustuletnie dęby, o podwodnych szlakach,
którymi wędrują żółwie stare jak dno najgłębszych mórz i o okrągłej
twarzy księżyca, którą opiewają watahy wilków, wyjąc do nieba każdej
nocy. Ziemia ma nieskończenie wiele historii do opowiedzenia. Wystarczy
przytulić się do niej, zamknąć uszy i posłuchać.
Kiedy nasycimy się
już i odpoczniemy zwykle ruszamy dalej. Bacznie rozglądamy się na boki,
patrzymy pod nogi i wytężamy wzrok, świdrując niebo. Szukamy Miejsc. W
najgłębszych czeluściach naszych kieszeni delikatnie wibrują woreczki
wypełnione ziarenkami w kształcie łez. Woreczki cudownie pachną
marcepanem, a ziarenka są szorstkie i bardzo ciepłe w dotyku. Gdy jest
szczególnie zimno w nocy, przytulamy się do siebie, mając twarze
odległe od siebie o kilka cali i kładziemy ostrożnie między nas
woreczki z ziarnami. Ogrzewają nas przez całą noc. Raz podkradł się do
nas ryś i – nie budząc ani mnie ani ciebie – wśliznął się między nasze
ciała i spędził tak całą noc, z nosem tuż przy naszych nosach. Rano
wiatr wyszeptał nam, że ryś był umierający i jego czas nadszedł o
północy. Podziękował nam za odprowadzenie starego kota na Wielkie Łowy
i powiał w świat.
Kiedy odwróciliśmy głowy w stronę naszego
legowiska, rysia tam nie było, za to zza pobliskiego wzgórza wybiegło
kilka saren i zaczęły dla nas tańczyć. Pamiętam jak mówiłaś, że to
będzie dobry dzień. I faktycznie, znaleźliśmy wtedy Miejsce – tuż obok
naszego obozowiska - i zasadziliśmy jedno z ziaren. To było wieki temu.
Korzenie tamtego Drzewa – Rysiowego Drzewa - znalazły już mocne oparcie
w głębinach ziemi, pomiędzy kamieniami tak starymi, że pamiętały noc, w
którą wszystko się zaczęło. Kiedy płomienie strawiły świątynie zła
zbudowane ręką człowieka. Kiedy stopiły się kadłuby potężnych
sterowców, a potęga tamtego czasu runęła na zgliszcza swojego imperium.
Mocny pień Rysiowego Drzewa koordynuje wędrówkę soków. Gałęzie pną
się w górę, do nieba, a liście złocą się w słońcu i pachną marcepanowo.
Kilka pokoleń ptaków znalazło dom w zakamarkach bujnej korony,
rozłożyście panującej nad połaciami Lasu, kilka pokoleń piskląt uczyło
się latać skacząc na złamanie karku z gałęzi i pierwszy raz chwytając
Wolność w skrzydła. Wilki chroniły się przed deszczem w cieniu Drzewa,
niedźwiedzie zimowały w zakamarkach jego korzeni. Po drugiej stronie
pnia już była wiosna i motyle urządzały wyścigi wśród kwiatów. Kilka
pokoleń rysiów postanowiło zbierać się u stóp Drzewa każdego roku
dokładnie w noc poprzedzającą rocznicę jego zasadzenia. Przychodzą i
siadają wokół pnia, zwrócone w jego stronę pyskami. Są ich setki, a
może i tysiące. Siedzą całą noc w ciszy i strzygą uszami. Poruszają
tylko ogonami położonymi płasko na ziemi. Czas staje wtedy w miejscu, a
Drzewo mruczy cichutko, mruczy, wspomina i przepowiada; sięga
korzeniami w przeszłość i w przyszłość, i barwi pień opowieścią. Rysie
wiedzą. Rano odchodzą bez jednego miauknięcia, bezszelestnie znikają w
gęstwinie, a czas rusza z miejsca. Są opiekunami. Opiekunowie zawsze
wiedzą.
Każde zasadzone przez nas Drzewo ma swoją historię. Każda z
tych historii będzie kiedyś opowiedziana przez ziemię. Wielki Las
powoli pokrywa horyzont, każde Drzewo przędzie swoją własną nić,
rozrastając się gęsto w czterech wymiarach. Niewiele nasion już zostało
w woreczkach, marcepan pachnie coraz słabiej. Kostury drżą w naszych
dłoniach, jesteśmy zmęczeni. Starzy znajomi, sowa i pies, wychodzą z
Lasu i od tej pory wędrujemy we czwórkę. Cieszymy się z towarzystwa,
choć niewiele rozmawiamy – z przyzwyczajenia. Ziarenek ubywa co jakiś
czas, w miarę jak znajdujemy Miejsca. Wielki Las jest już wszędzie,
jego ramiona okalają cały świat. Każde źdźbło trawy, każdy listek i
każda gąsienica są jego dziećmi. Każdy podmuch wiatru jest jego
oddechem. Każdy promień słońca jego myślą. Ostatnie miasta ze stali,
szkła i plastiku poddają się jego potędze i znikają. Ich miejsce zaraz
zajmują nowe połacie zieleni. Kiedyś wspólnie wkładamy w niewielki,
wykopany przez psa dołek ostatnie ziarno. Sowa jak zwariowana lata
wokół nas pohukując radośnie. Wspólnie zakopujemy ostatnią łzę tamtego
niedobrego czasu i siadamy w ciszy. Las mruczy do nas, czujemy jakby
ktoś zdjął wielki ciężar z naszych ramion. Czujemy ukojenie. Spokój w
głowach.
Z nieba spada na nas deszcz, który zamienia nasze ciała w
wielkie rzeki. Rozciągamy się daleko, stopami sięgamy źródeł w
odległych górach, zaczynamy bieg. Nasze dłonie łączą się i tworzą małą
fontannę nad świeżo zasadzonym ostatnim Drzewem. Jego opowieść zaczyna
się tutaj – gdzie kończy się nasza. Gdy woda dochodzi do naszych palców
i pierwsze krople kapią na spulchniony zakątek ziemi, pod którym drży z
pragnienia ziarno, zaczynamy krzyczeć. Milczeliśmy od niepamiętnych
czasów. Tysiące nic nie znaczących lat czas omijał nas z daleka.
Chowaliśmy słowa głęboko na dnie naszych serc, a one wzrastały. Z
każdym naszym krokiem, z każdym zdobytym metrem. Każda dzika pieśń
bezgłośnie przez nas wytańczona w świetle gwiazd, każda usłyszana
historia, niemy krzyk przydeptywanego pająka, każdy płatek śniegu
wywołujący lawinę. Wszystko to wzrastało na dnie naszych serc, aż do
dzisiaj.
Krzyczymy. Drzewo wybucha. Mocnymi korzeniami w dół, a w
górę masywnym pniem i potężną koroną, która momentalnie przesłania
słońce. Rośnie w zastraszającym tempie, sięga gwiazd i wyżej, wyżej, do
nieba i dalej, dalej, do poza.
Tam, gdzie spisane wszystkie historie. Tam gdzie odpowiedź na każde pytanie.
Nasz krzyk nie milknie. Wielki Las słyszy i śpiewa z nami. Sowa i pies dają początek nowemu życiu.
Rysie jak duchy znikają w gęstwinie. Czas zaczyna swój bieg nieskończony.
Leeds, 28.o8 - o2.o9. 2oo9
QuickNav:
HOME / POEZJA / PROZA / MUZYKA / FOTOGRAFIA / INNE / KONTAKT/LINKI